
To była moja samodzielna wycieczka do Wilna. Wilna, ledwie muśniętego pierwszym powiewem budzącej się do życia przyrody, poznawanego bez planu, bez przewodnika i na własną rękę. Smakowanego powoli, bez pośpiechu, bez przymusu zaliczenia kolejnych zabytków, kościołów, czy muzeów. Takie subiektywne sam na sam z tym...